Liczysz na to, że po jesiennej zmianie czasu wyśpisz się za cały tydzień? O 3:00 w nocy cofamy zegarki na 2:00, ale dodatkowa godzina snu to w dużej mierze złudzenie. Analiza snu blisko 12 tys. osób pokazała, że po tej zmianie śpimy dłużej średnio tylko o 33–38 minut.
Godzina na zegarku to nie godzina w łóżku
Na papierze wszystko się zgadza. Wskazówki wracają z 3:00 na 2:00, doba wydłuża się o 60 minut, więc spodziewamy się, że cała ta nadwyżka trafi na konto snu. Sama co roku planowałam ten poranek jak mały prezent: bez budzika, z kawą wypitą później niż zwykle.
Tyle że ciało nie patrzy na zegar w kuchni. Kieruje się własnym rytmem, ustawionym przez światło i przyzwyczajenia z poprzednich tygodni. Dlatego w pierwszą noc po zmianie wiele osób zasypia wcześniej, niż zamierzało, albo otwiera oczy przed czasem i już nie może zasnąć.
Ile naprawdę zyskujemy jesienią, a ile tracimy wiosną?
Wyniki analizy snu blisko 12 tys. osób są dość bezlitosne. Jesienią, kiedy teoretycznie dostajemy dodatkowe 60 minut, realnie śpimy średnio o 33–38 minut dłużej. Mniej więcej połowa obiecanej godziny po prostu przepada.
Wiosną mechanizm działa w drugą stronę i jest znacznie mniej łaskawy. Gdy przesuwamy wskazówki do przodu, śpimy o 61–65 minut krócej. Strata jest więc pełna, a nawet odrobinę większa niż godzina zabrana przez zegar.
Ta asymetria dobrze tłumaczy, czemu jesienna zmiana wydaje się łagodniejsza, a mimo to po niej też potrafimy czuć się rozbici. Zysk jest o połowę mniejszy, niż zakładamy, a organizm i tak musi dopasować się do nowych godzin.
Dlaczego organizm nie bierze całej godziny?
Winowajcą jest zegar biologiczny. To on, a nie telefon na szafce, decyduje, kiedy robimy się senni i kiedy się budzimy. Najważniejszą wskazówką jest dla niego światło słoneczne, a ono następnego ranka pojawi się dokładnie wtedy, kiedy pojawiłoby się bez żadnego przestawiania zegarków.
Zmieniamy więc tylko cyfry na wyświetlaczu. Rytm dobowy przestawia się wolniej i potrzebuje na to czasu. W praktyce budzimy się „po staremu”, czyli według nowego czasu wcześniej, a dodatkowe minuty zostają niewykorzystane.
Znam to z własnego łóżka: po zeszłorocznej zmianie byłam pewna, że prześpię do późna, a obudziłam się sama, zanim zrobiło się jasno, i leżałam, licząc minuty. Nie było w tym nic dziwnego, organizm po prostu trzymał się swojego planu.
Kto odczuje zmianę najmocniej
Nie każdy przejdzie przez noc po zmianie czasu tak samo. Rozregulowany rytm najczęściej daje o sobie znać przejściowym zmęczeniem, gorszym snem albo wcześniejszym budzeniem się. Najmocniej odczuwają to cztery grupy:
- Seniorzy, dla których zmiana rytmu dnia bywa szczególnie odczuwalna, nawet jeśli chodzi tylko o godzinę.
- Rodzice małych dzieci, bo maluch nie wie o zmianie czasu i obudzi się o swojej zwykłej porze, czyli według zegarka wcześniej.
- Pracownicy zmianowi, których rytm i tak jest wystawiony na próbę przez nieregularne godziny pracy.
- Osoby, które już wcześniej źle sypiały, bo u nich każde przesunięcie rytmu łatwo pogłębia kłopot.
Jeśli należysz do którejś z tych grup, nie nastawiaj się na odespanie zaległości w noc zmiany czasu. Lepiej potraktować dzień po zmianie jako przejściowy i nie planować na niego niczego, co wymaga pełnej formy. Skoro zegar biologiczny słucha światła, warto też rano wyjść na dwór i dać mu jasny znak, która jest godzina.