Otwierasz tackę mielonego w poniedziałek, a kotlety planujesz na środę? Po zerwaniu folii czas na zużycie mięsa liczy się w godzinach i dniach, nie w tygodniach. Mielone i ryby zużywam w ciągu doby, drób w dwa dni, a schab, karkówkę czy stek w dwa, najwyżej trzy dni. Liczy się też to, gdzie i w czym mięso leży.
Ściąga od najkrótszego do najdłuższego terminu
Czas liczę od chwili, w której przecinam folię. Wtedy mięso traci ochronę, dla której w ogóle zostało tak zapakowane.
- Mięso mielone: 24 godziny, bez względu na to, z jakiego mięsa powstało.
- Ryby i owoce morza: również doba, więc łosoś kupiony na wtorkową kolację nie powinien czekać do weekendu.
- Drób: maksymalnie 2 dni.
- Schab, karkówka, stek wołowy: 2–3 dni, o ile to cały kawałek czerwonego mięsa.
- Dojrzała wołowina: w optymalnych warunkach nawet do 4 dni, bo zawiera mniej wody. To górna granica, a nie norma, więc i tu pilnuję daty otwarcia.
Mielone zamyka listę od dołu, dojrzała wołowina od góry. Wszystko pomiędzy planuję tak, żeby trafiło na patelnię, zanim minie jego limit.
Dlaczego po zerwaniu folii zegar przyspiesza?
Próżnia albo atmosfera ochronna w tacce mają jedno zadanie: odciąć mięso od tlenu. Bez niego bakterie rozwijają się wolniej, a mięso dłużej zachowuje świeżość.
Gdy otwieram opakowanie, do środka dostaje się powietrze, a razem z nim wilgoć i drobnoustroje. Od tej chwili bakterie mnożą się znacznie szybciej, dlatego otwartej tacki nie odkładam z myślą, że jeszcze sobie poleży.
Trzy kroki zaraz po otwarciu tacki
- Wyjmuję mięso z oryginalnego opakowania. Mięso zostawione we własnym, wyciekającym soku to dla bakterii najlepsze możliwe warunki, więc tacka od razu ląduje w koszu.
- Osuszam je ręcznikiem papierowym. Przykładam go z obu stron, aż zbiorę sok z powierzchni.
- Przekładam do szczelnie zamykanego pojemnika. Najlepiej sprawdza się szklany albo porządny plastikowy z kratką na dnie, dzięki której soki spływają pod mięso, zamiast w nim stać.
Pojemnik stawiam w najzimniejszym miejscu lodówki, czyli na półce tuż nad szufladą, przy tylnej ściance. Górne półki i drzwi lodówki odpadają, bo tam mięso psuje się szybciej.
Kiedy lepiej od razu zamrozić?
Jeśli już przy rozpakowywaniu zakupów widzę, że z mięsa w tym terminie nic nie ugotuję, nie czekam do ostatniego dnia. Pakuję je szczelnie, podpisuję, co to jest i kiedy trafiło do zamrażarki, i od razu chowam.
Zamrażarka nie cofa jednak czasu. Mięsa, które już budzi moje wątpliwości, mróz nie uratuje, więc takiego nie zamrażam.
Po czym poznać, że mięso jest do wyrzucenia?
- kwaśny, nieprzyjemny zapach zaraz po otwarciu pojemnika,
- szarawy lub zielonkawy kolor,
- lepka albo śluzowata powierzchnia.
Wystarczy jeden z tych sygnałów, żeby mięso trafiło do kosza, nawet jeśli według ściągi zostało mu jeszcze trochę czasu. Inaczej jest z tęczowym połyskiem na mięsie lub szynce: sam w sobie nie zawsze oznacza zepsucie, więc oceniam go razem z zapachem i dotykiem.